Ania na Uniwersytecie (Trzeciego Wieku)

Kiedy w pierwszą niedzielę października wracałam z Białej Rawskiej, małego miasteczka w województwie łódzkim, nie mogłam przestać podśpiewywać hiciorów lecących z radia Złote Przeboje. Krajobrazy też były całe w złocie, połyskującym w jesiennym słońcu. Zachwycałam się widokami odcinającymi się od niebieściutkiego nieba. Droga wiodła przez niekończące się sady powiatu grójeckiego. Podziwiałam dorodne jabłka pyszniące się na drzewach, a w myślach przeżuwałam to, co niedawno zobaczyłam. Tego dnia byłam na uroczystej inauguracji nowego roku akademickiego Bialskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Były przemowy, kwiaty, dyplomy i część artystyczna. Przed oczami ciągle miałam brawurowe wykonanie „Let’s Twist Again” Chubby Checkera przez „studentki” UTW. I tak sobie pomyślałam, że bialskie dziewczyny są jak te dojrzałe jabłka lśniące w sadach. Pięknie cieszą się życiem właśnie teraz, na jesieni…

To była moja druga wizyta w Białej Rawskiej. Pierwszy raz pojechałam tam w maju z wykładem o anty-korozyjnym stylu życia, który był jednym z punktów spotkania kończącego poprzedni rok działalności Uniwersytetu. Z przyjemnością przyjęłam to zaproszenie, ponieważ od dawna już chciałam pojechać „w teren” i zobaczyć, jak żyją kobiety 50+ w mniejszych społecznościach. W Warszawie, gdzie mieszkam, czy innych dużych miastach jest morze możliwości, ofert rozwoju osobistego i spędzania wolnego czasu. I wszystko na wyciągnięcie ręki. W małych miejscowościach jest trudniej, wymaga to większego wysiłku, zaangażowania i chcenia. Często też entuzjazmu, energii i przedsiębiorczości lokalnych „Siłaczek” i aktywistek społecznych. Dlatego z dużym szacunkiem i podziwem patrzę na organizatorki wszelkiego tego rodzaju inicjatyw i na to, ile serca wkładają w to, aby w ich „małych ojczyznach” coś się działo. W Białej Rawskiej takim spiritus movens jest pani Barbara, Dyrektor Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej i prezes BUTW, którą dzielnie wspierają panie z zarządu. Razem knują, organizują, pozyskują fundusze i z żelazną ręką pilnują budżetu.

Stowarzyszenie Uniwersytet Trzeciego Wieku w Białej Rawskiej obchodzi w tym roku 5-lecie swojej działalności. Powstało z inicjatywy oddolnej, kiedy to zebrało się kilkanaście kobiet, które powiedziały sobie: „Zróbmy coś, byśmy nie zardzewiały”. Tak zaczęła swoje jubileuszowe wystąpienie pani Basia, a ja uśmiechnęłam się, zadowolona, że to moje hasełko o nierdzewieniu zatacza coraz szersze kręgi. I bardzo dobrze, tak ma być, zwłaszcza w praktyce! Z reporterskiej rzetelności wspomnę, że w tamtym spotkaniu wzięło udział też dwóch ojców założycieli. Nie wiem jedynie, czy napisać, że „tylko” czy „AŻ” dwóch, bo z tymi nierdzewiejącymi panami to… eh… same wiecie! Do dzisiaj, wśród 44 członków BUTW jest tylko 4 mężczyzn… I tak jest wszędzie! Może to kwestia rodzaju zajęć, a może czegoś innego. Zresztą co tu dużo mówić, kobiety od zawsze miały swoje kręgi, a chłopy… wiadomo, do szynku!

Dzisiaj UTW w Białej Rawskiej, która liczy niespełna 3500 mieszkańców, oferuje naprawdę sporo różnorodnych zajęć: muzyczne (w ramach których działa grupa wokalna „Retro”), taneczne (taniec klasyczny i nowoczesny), plastyczne (robótki ręczne, rękodzieło, rysunek i malarstwo), sportowe (nordic walking, gimnastyka, wycieczki rowerowe, joga), teatralne, turystyka krajowa i zagraniczna, wyjazdy do muzeów, na przedstawienia, plenery malarskie. Stowarzyszenie organizuje wykłady z zakresu zdrowego stylu życia, psychologii, dietetyki, ekologii, prezentacje kosmetyków naturalnych, spotkania integracyjne z innymi grupami seniorów, współpracuje z bibliotekami, szkołami i ośrodkami kultury (występy grupy teatralnej). Mogłabym tak wyliczać i wyliczać, bo rok szkolny długi, tych tygodni „jest ze czterdzieści i sama nie wiem, co się w nich mieści”. Podczas imprezy jubileuszowej wrażenie robiła nie tylko przedstawiona liczba działań i projektów zrealizowanych przez te 5 lat, ale też wystawa i album dokumentujące to, co się działo – prace plastyczne i zdjęcia z zajęć, wycieczek czy spektakli. Wszędzie uśmiechnięte twarze. Najsympatyczniejszym punktem programu były występy grupy wokalnej „Retro” („Nasza grupa to emerytki, bardzo fajne z nas kobitki”) oraz seria zabawnych skeczy pod tytułem „Wesołe jest życie staruszka”.  Sceny z areny domowej, kiedy żona nie gotuje mężowi obiadu, bo idzie na zajęcia UTW, a po wykładzie zamiast karkóweczki i boczku kupuje warzywa… albo z sanatorium, gdzie zderza się postawa jękliwo-kwękliwa z aktywną sportowo kuracjuszką, która „nie ma czasu myśleć o chorobach”. Autorką tekstów do przedstawienia (nie tylko tego!), niektórych piosenek jak i scenariusza całej imprezy pięciolecia jest Pani Henryka Mamczarek, emerytowana przedszkolanka i jak mówi Pani Basia – bardzo skromna osoba. Największą furorę podczas części artystycznej wywołał zespół taneczny o wdzięcznej nazwie „Sarenki”, który porwał salę do tańca podczas m.in. „Espacito” i wspomnianego już „Let’s Twist Again”. I cóż to była za energia na scenie! W ruch poszły biodra i „nogi, nogi, nogi roztańczone” – nie obyło się bez bisu.

Naprawdę nic dziwnego, że wracałam stamtąd z bananem na twarzy. Bardzo inspirujące doświadczenie. Już moje pierwsze spotkanie z BUTW w maju było niezwykle sympatyczne. Czy zdarzyło Wam się kiedyś, że otworzyłyście drzwi do nieznanego miejsca i zastałyście tam coś, co podziałało na Was bardzo pozytywnie? Tak jak w powieści Frances Hodgson Burnett, „Czarodziejski ogród”, którą czytałam w dzieciństwie. Takie właśnie miałam skojarzenia po tamtym spotkaniu. Jadąc do Białej Rawskiej kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Podczas mojego wystąpienia cały czas miałam wrażenie, że słuchaczki doskonale wiedzą, o czym ja mówię i do niczego nie trzeba ich zachęcać. Najwyżej polecić parę książek albo stron internetowych. Panie były uśmiechnięte, ubrane na kolorowo, komentowały zagadnienia, które poruszałam. Widać było, że w tym miejscu dobrze się czują. Bo jak powiedziała pani Barbara w swoim przemówieniu – Bialski Uniwersytet Trzeciego Wieku, to „Uniwersytet Energii, Zdrowia i Uśmiechu, […] gdzie studenci zdobywają wiedzę na temat zdrowia, nabierają sił i energii do zmagania się ze swoimi słabościami wynikającymi z wieku. Odkrywają ukryte talenty, realizują marzenia i pasje. [Gdzie] stosujemy zasadę, że na wszystko najlepszy jest śmiech i radość ducha.” Otóż to.

Uniwersytety III Wieku to fantastyczna inicjatywa dla osób w starszym wieku, zwłaszcza w mniejszych społecznościach, gdzie oferta edukacyjno-rozrywkowa jest ograniczona. To właśnie takie drzwi do „czarodziejskiego ogrodu”, przez które można wyjść do ludzi, rozwijać zainteresowania i sprawiać, że życie jest ciekawsze. Niemniej, nie wszyscy takie drzwi otwierają (do czego zachęcałam m.in. w poprzednim wpisie). Pani Basia mówiła mi, że pomimo wysiłków, nie udaje się wyciągnąć z domu wielu samotnych osób, którym takie wspólne zajęcia czy wyjazdy mogłyby urozmaicić codzienność. Niestety, działa też presja tego, „co ludzie powiedzą”. Panie, z którymi rozmawiałam, opowiadały, że spotykają się z oporem rodziny – męża (może tego samego, któremu nie podadzą obiadu albo zmuszają do jedzenia warzywek?), ale też młodszego pokolenia. Jednak one nie biorą sobie tego tak bardzo do serca i robią to, co sprawia im przyjemność. „Obsługa” tez musi mieć wychodne. A swoje utarczki z bliskimi przedstawiają potem humorystycznie w teatrzyku, tak jak w jednym ze skeczy: „I co by dzieci powiedziały? Że babcia zamiast wnukami, to chce zajmować się swoimi pasjami i jeździć na wycieczki…? Że się wygłupia na stare lata, bo fika nogami na scenie?” Ale ile w tym fikaniu było radości! Na szczęście narzekacze są chyba w mniejszości. UTW w Białej Rawskiej wydaje się być miejscem lokalnej integracji i wzmacniania więzi społecznych. Na imprezie inaugurującej nowy rok akademicki bawiły się całe rodziny, panie na scenie były gorące oklaskiwane, a z tego, co wiem, na niektóre zajęcia (np. rękodzieło) przychodzą babcie razem z wnukami, zaś prowadzi je mężczyzna. Można? Można. Jak to śpiewała Reni Jussis? „Wszyscy razem w jednym tempie, rusz się zamiast śmiać się ze mnie, jeśli nie chcesz, twoja sprawa, ja zostaję tu do rana”… Może to kolejna pozycja do repertuaru zespołu Retro?

Póki co, bialskie kobiety zachęcają ze sceny innym przebojem: „Najtrudniejszy pierwszy krok”. To prawda. Nie warto siedzieć w domu. Wyjdźcie. Na Uniwersytecie Anna staje się znów Anią, pogodną i zadowoloną z życia dziewczyną. Parafrazując słowa Gombrowicza z „Ferdydurke” – „I koniec i bomba, kto nie chodzi ten jest trąba!”

Share
Napisane przez Nierdzewna