KOSMETYKI LIRENE DLA SKÓRY DOJRZAŁEJ

Nadchodzi taki dzień w życiu blogera, kiedy znana firma prosi Cię o recenzję swoich produktów. No i cóż, nie ukrywam, że prawdziwą przyjemność sprawiło mi to, że o taką ocenę poprosiła mnie marka Lirene. Dostałam do testowania kremy, czyli najbardziej znane i cenione produkty firmy, ale też kosmetyki do makijażu oraz pielęgnacji ciała. Od razu powiem, że nie wszystko mi podpasowało. Skóra kobiet dojrzałych ma swoje wymagania i potrzebuje takich specyfików, które te wymagania spełnią. Chcecie wiedzieć, jak wypadły te testy?

Zacznę od kremów.

To są od lat flagowe produkty Lirene, z których marka jest najbardziej znana. Lirene oferuje bardzo dobry, ekonomiczny wybór w drogerii, który zapewnia świetną relację jakości do ceny. Ja dostałam do przetestowania obecne na rynku od jakiegoś czasu serie Retinol D-Forte 50+ oraz Formuła młodości 55+/65+. Seria Retinol D-Forte 50+ (w fioletowych opakowaniach) to chyba w tej chwili najpopularniejsze kremy Lirene dla kobiet dojrzałych. Widziałam je u co najmniej trzech moich koleżanek. I wszystkie były zadowolone. Ja testowałam krem na dzień i na noc (retinolowe wygładzenie) oraz odmładzający preparat do zadań specjalnych. Wszystkie te specyfiki bardzo dobrze się wchłaniały i zostawiały na skórze przyjemną warstwę nawilżająco-odżywczą. Przez cały dzień czułam dobry poziom wilgoci i jędrności skóry, a w przypadku kremu na noc, komfortowy stan po obudzeniu. Dla mnie, dla mojej skóry – czyli mieszanej, w tej chwili bardzo szybko wysuszającej się na policzkach, zasadniczą sprawą w pielęgnacji twarzy jest właśnie nawilżenie. Czuję, że to mi dobrze robi i dzięki temu skóra jest w miarę gładka. Dlatego absolutnym odkryciem była dla mnie ta druga seria czyli Formuła młodości 55+/65+ (krem pod oczy i okolice ust, serum 35+/45+, napinająco-odżywczy na dzień, regenerujący krem eliksir na noc). Te kremy mają (moim zdaniem) formułę o wiele bogatszą niż seria retinolowa i skóra po ich nałożeniu czuła się wspaniale dopieszczona, jak pod pierzynką w zimową noc. Bardzo mi ta seria przypasowała i żałowałam, że tak szybko się skończyła. Stosowanie tych kremów to była czysta przyjemność, cudny rytuał zadbania o siebie czyli coś, co my kobiety kochamy! Przyjemnością było też stosowanie kremu BIO NAWILŻENIE w niebieskich opakowaniach – kremu, który chyba przemknął niezauważony przez drogerie, a szkoda! Używałam go latem, temperatury sięgały 30 stopni, a moja twarz była cudownie opatulona welwetową wilgocią i to przez cały dzień!

Produkty do ciała

Muszę szczerze powiedzieć, że w tym segmencie testowane produkty wypadły najsłabiej, przynajmniej wobec moich potrzeb. Inna sprawa, że w drogeriach różnorakich produktów Lirene jest multum, a ja testowałam tylko kilka i te randki nie pozostawiły na mnie większego wrażenia. Jak to w życiu! Moja skóra, a przypuszczam, że tak jest u większości kobiet dojrzałych, bardzo szybko się przesusza i potrzebuje produktów o silnych właściwościach nawilżających. Poza tym, kiedy stosuję produkty do ciała, lubię czuć się dopieszczona, tak po kobiecemu, lubię, kiedy mydła, żele, olejki, pilingi, balsamy i kremy działają na moje zmysły zapachem, konsystencją i efektem. Te oczekiwania spełnił balsam do ciała z serii BIO NAWILŻENIE i ten produkt mogę śmiało polecić. Świetnie się wchłaniał i skóra rzeczywiście długo zachowywała wilgoć i miękkość. Bez wahania mogę też polecić produkty do dłoni i stóp. Absolutnym hitem okazały się rękawiczki regenerujące Aksamitne dłonie – wspaniała sprawa dla przesuszonej skóry rąk, były potem jak u księżniczki. A wiecie drogie panie, że nic tak nie ujawnia lat i naszych zaniedbań pielęgnacyjnych jak zniszczone dłonie! Warto też oczywiście zadbać o stopy, to także nasza wizytówka. Do tego celu doskonale nada się Scrub do stóp z wulkanicznym pumeksem, który świetnia pozbywa się zgrubień i wygładza skórę na podeszwach. Po „szlifowaniu” nakładałam krem-maskę Stop rogowaceniu, którą wmasowywałam, aby szybciej się wchłaniała i już! Stópki jak u niemowlaczka – tylko całować!  Innym produktem w tej gamie, który przyznaję, był dla mnie zupełną nowością – są skarpetki złuszczające Stopy bez zgrubień. To nowatorska koncepcja, domowa kuracja, która stymuluje usuwanie martwego naskórka. OK, jest to zabieg trochę czasochłonny, bo trzeba się ubrać w te skarpetki na godzinę do półtorej, ale czy nie możemy sobie w ten sposób zapewnić wymówki, aby najzwyczajniej w świecie położyć się z książką i przy okazji trochę odsapnąć? Efekt wart jest tego „poświęcenia”. Aktywuje się proces długofalowy, trwający nawet do 10 dni, ale potem stopy jak nowe. A godzinka z nakładem relaksu jeszcze chyba nikomu nie zaszkodziła, co? Nie wiem jak to jest u Was, ale na mnie świadomość zadbanych stóp działa jak afrodyzjak, jakiś taki człowiek od razu bardziej seksi się robi.

Kosmetyki do twarzy

Ostatnią kategorią, którą testowałam były kosmetyki „upiększające”. I tutaj spotkała mnie największa niespodzianka. Nigdy specjalnie nie  interesowałam się marką Lirene w tym kontekście. Ba! Nawet nie zauważyłam, że ma takie produkty. Zawsze patrzyłam na L’Oreal, Max Factor, Bourjois, a przy lepszym stanie kieszeni jeszcze wyżej. A tu proszę, po raz kolejny potwierdza się powiedzenie XIX wiecznego poety Stanisława Jachowicza – „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Ale już się poprawiam. Dzięki tym testom odkryłam, że Lirene ma bardzo dobre podkłady! Ja próbowałam Age Cover Duo Action, Perfect Tone i City Matt.  Właściwie to nie wiem, który wyróżnić, ponieważ wszystkie mi się podobały, ładnie wyrównywały koloryt, świetnie wtapiały się w skórę, bez efektu maski i dobrze trzymały w ciągu dnia. Ja dzięki diecie i niepaleniu mam dobrą cerę, która nie wymaga mocnego krycia, ale te podkłady robiły naprawdę świetną robotę. Z City Matt korzystałam m.in. podczas nagrywania moich filmików na You Tube i sprawdził się bardzo dobrze, zero świecenia się, czego nie lubię. A przy tym nie wysuszał skóry na policzkach. Pod podkład kładłam bazę rozświetlającą BE GLAM i to jest kosmetyk, który „robi różnicę”, skóra sprawia wrażenie świeższej i rozświetlonej, bardziej promiennej (choć przecież nie zawsze tak się czujemy!) Do tuszowania niedoskonałości wykorzystywałam korektor pod oczy No dark circles, który bardzo ładnie zakrywał sińce i wory pod oczami, zwłaszcza te poranne. Cała strefa oka była rozjaśniona i jakaś taka żywsza. Tylko uwaga! Trzeba naprawdę starannie go rozprowadzić, nie ma szast prast – inaczej może się odkładać w zmarszczkach, a tego nie chcemy. Zaczerwienia wokół nosa chowałam pod fluidem korygującym Be perfect. Potem jeszcze puder City Matt compact powder – który skutecznie matuje, jest delikatny i nie zostawia grubej warstwy na twarzy, daje bardzo ładny naturalny finisz, co lubię. Nie przepadam za zbyt mocnym „upiększaniem”. Dlatego też ostrożnie stosowałam Shiny Touch mineral shimmer – czyli mineralny rozświetlacz do modelowania twarzy oraz Shiny Touch mineral bronzer czyli róż i bronzer dwa w jednym po dwóch stronach palety. Muszę jednak powiedzieć, że ja mam bardzo jasną karnację, nie opalam się i wszelkie „kolorowanie” u mnie od razu bardzo widać. Nie mniej wiem, że są panie, które tego typy kosmetyki bardzo lubią i które im służą, ponieważ ich karnacja jest ciemniejsza, mają inny typ urody, co innego chcą podkreślić, a co innego ukryć. Dlatego warto nadmienić, że oba powyższe produkty dobrze wypełniają swoją rolę, ładnie i długo utrzymują się na skórze i jeśli umiemy się z nimi obejść, to na pewno mogą korzystnie wpłynąć na efekt naszego makijażu. Zwłaszcza pod kątem tzw. wielkiego wyjścia czy specjalnych okazji, kiedy chcemy się pokazać.

DOBRA RELACJA JAKOŚCI DO CENY

To była główna myśl, która przewijała mi się po głowie podczas wielomiesięcznego testowania produktów marki Lirene. Ich cena jest bardzo przystępna, a w większości przypadków są to naprawdę znakomite (jak na ten segment) kosmetyki. Po co przepłacać, kiedy możemy pielęgnować naszą urodę za mniejsze pieniądze, a zaoszczędzone fundusze, ziarnko do ziarnka, przeznaczyć na inne przyjemności, które też rozświetlą i upiększą nam twarz. Tylko inaczej.

Więcej informacji na stronie marki LIRENE

Share
Napisane przez Nierdzewna