WSZYSTKO O MOJEJ MATCE

Dziś z okazji Dnia Matki wpis gościnny mojego syna. Zapytałam, czy może napisać, co sądzi o swojej Matce. Daniel kończy za chwilę 25 lat, od dawna ma już swoje życie i jak to facet, nie jest zbyt wylewny w wyrażaniu uczuć. Dostałam tekst, jakiego się nie spodziewałam. Myślałam, że Daniel mnie obśmieje, bo ma dość sarkastyczne poczucie humoru i nie waha się go używać. Zwłaszcza wobec mnie. I ma rację, nie wszystko to, co napisał, mi się podoba, ale trudno, trzeba przełknąć tę żabę. Tak mnie postrzega! Niemniej, życzę każdej Matce, aby od swojego dziecka usłyszała podobne słowa. Ja się doczekałam. I bardzo bardzo wzruszyłam. Przeczytajcie sami.

Zagmatwana 

Chyba tak najtrafniej mogę opisać kobietę, o której opowie ten tekst. Dla jednych kobietę, dla niektórych Fajną Babę, dla przyjaciół Elę, a dla mnie po prostu Mamę.

Ja słowo ‘mama’ wymieniam na setki sposobów. Różnym tonem głosu, o różnym natężeniu decybeli i z wszelakimi kombinacjami przeciągania samogłosek. Wszystko zależnie od potrzeby sytuacji. Choć biorąc pod uwagę to, że rzadko jestem osobą werbalną, to po tym wstępie rozpocznę słowami, które chyba są najważniejsze:

Kochana mamo!

Jakiś czas temu zostałem poproszony o napisanie wpisu dla Twojego bloga. W swoim stylu odparłem: „zobaczymy”. A tak naprawdę to zaintrygowała mnie ta propozycja, bo sam lubię pisać (być może rodzinne). I dla Was, czytelników i czytelniczek (panowie pierwsi, bo równouprawnienie), opiszę inne spojrzenie na Waszą blogerkę.

Mama to postać bardzo barwna. Dosłownie i w przenośni. Lubi ubierać się kolorowo, całe mieszkanie wymalowane jest w różne kolory, na ścianie w biurze walnięty wielki portret Marylki. Monroe nie Rodowicz. To samo tyczy się jej wewnętrznie. Jest bardzo kreatywna, uzdolniona artystycznie, włada lepiej lub gorzej, wieloma językami. Yes of course, natürlich, jawohl, absolument. Kiedy po pierwszym spotkaniu mamy i mojej ówczesnej dziewczyny, zapytałem, co sądzi o mamie, odpowiedziała: „hmmm no tak ….. taka… kolorowa. Ale bardzo miła!”

Zawsze się dla mnie poświęcała. Szczególnie za dzieciaka robiła praktycznie wszystko, żebym miał to, czego potrzebuję. Dalej mi wypomina, jak w podstawówce wszyscy w klasie mówili: „Daniel, jaką ty masz fajną mamę!”. Siedziała ze mną po wieczorach i zmuszała do powtarzania do klasówek. Tej samej nocy siedziała i tłumaczyła do późna, bo wcześniej czas poświęciła dla mojej edukacji. Wychodziła ze mną na podwórko i ćwiczyliśmy karate, żebym zdał na wyższy stopień. Woziła na treningi i różne zajęcia. Nigdy jej tego nie powiedziałem i pewnie nie powiem, że ja doskonale wiem i pamiętam, co robiła. Łatwiej jest to napisać. Więc piszę. Że jestem wdzięczny.

Myślę, że świadczy to o ogromnej sile, która tkwi w każdej samotnej matce, ja po prostu przytaczam swoją wersję.

No dobrze, może trochę śmiechu. Uwaga! Będzie użyty tzw. język młodzieżowy.

Mama uwielbia atencję. Może się z tym nie zgodzić, ale jest to po prostu empiryka z mojej strony. Na imprezach często lubi być komendantem melanżu. To ona przewodzi w tańcu i do niego zaprasza. Kiedyś na imprezie urodzinowej wparowała na parkiet odziana w arabski strój i odstawiła taniec brzucha. Aż mnie coś zapiekło. Pewnie ten palący wstyd. Innym razem była najgłośniejsza na jubileuszu 50-lecia ślubu dziadków (pozdrawiam!).

Czego ja się od mamy nauczyłem? „Popijaj wódkę wodą, rozcieńczy ci się bardziej i będziesz w lepszej formie”.

Mamo, kocham cię, jesteś najwspanialsza i jak to napisałem już kiedyś (chyba w III klasie): Mama na prezydenta!!!

Share
Napisane przez Nierdzewna