CZAS NA WZROK 40+

Wiecie już, że jestem osobą, dla której sprawy zdrowia są bardzo ważne. Regularnie się badam, dbam o odpowiednią dietę, dużo się ruszam, staram się wysypiać. OK, mam małe grzeszki na sumieniu, ale kto ich nie ma, niech pierwszy rzuci kamieniem. Tylko, żeby trafić do celu, trzeba dobrze widzieć. A jak tam u Was wyglądają te sprawy, hę? Kiedy ostatni raz badaliście oczęta? Teraz macie ku temu doskonałą okazję, ponieważ ruszyła ogólnopolska kampania edukacyjna „Czas na wzrok 40+” organizowana przez firmy ESSILOR i JZO. Z przyjemnością informuję, że zostałam jedną z Ambasadorek tej akcji. Zawsze chętnie popieram wszelkie działania na rzecz propagowania badań stanu zdrowia, a wzrok to jedno z najważniejszych narzędzi niezbędnych do codziennego funkcjonowania. Kampanię promują też celebryci-okularnicy: Marzena Rogalska, Danuta Stenka, Artur Żmijewski, Ilona Felicjańska, Ewa Pacuła i Krystyna Czubówna. Program ruszył 19 lutego podczas specjalnej konferencji prasowej w Warszawie i potrwa aż do końca 2018 roku. Warto skorzystać!

Pisałam niedawno, że po 50-tce zaczynamy rdzewieć, a podzespoły systemu zaczynają skrzypieć, chrobotać i trzeszczeć. I niestety, czy chcemy, czy nie chcemy, to właśnie wzrok jest jedną z funkcji, która zaczyna nam się pogarszać najwcześniej, bo już po 40 roku życia.

Znacie? To posłuchajcie. Myślę, że to brzmi znajomo.

Scenka nr 1:

Spędzam weekend z przyjaciółką w jej domu na wsi. Siedzimy przed telewizorem, leci jakiś film, my drucikujemy. Tak, tak, lubimy robić na drutach. Póki co, jeszcze nie skarpeteczki dla wnusiów, ale fajne, modne swetry dla siebie. I jest akcja okulary. B. źle widzi z bliska, ja z daleka. I obie mamy ten sam problem. Niby okulary na nosie, a każda z nas ćwiczy: góra dół, góra dół i jeszcze jeden i jeszcze raz, góra dół, góra dół. I tak w kółko. Szkoda, że nie przysiady albo brzuszki, przynajmniej byłaby jakaś korzyść, a tak tyle energii się marnuje. B. podnosi okulary do oglądania telewizji, ale musi je z powrotem opuścić, kiedy chce spojrzeć na robótkę; ja mam odwrotnie – dobrze widzę moje ściegi pod nosem, ale ni hu hu czy ten przystojniak w filmie wreszcie ją pocałował czy nie, a to chyba istotne, prawda? No to sprawdzam co minuta i ćwiczę, góra, dół, góra, dół… Nosz, ile możesz zwlekać chłopie?

Scenka nr 2:

Gram w brydża z przyjaciółmi. Wszyscy 50+. I to samo. Każdy w okularach, zsuniętych na nos, jak babuleńki w bajkach dla dzieci. Babciu, czemu masz takie wielkie oczy? Żeby lepiej widzieć karty! Ja karty widzę dobrze, ale bez okularów nie do końca wiem kim jest ta rozmazana postać naprzeciwko, która gra ze mną. No i nie widzę, czy do mnie mruga i przede wszystkim co! Skąd mam wiedzieć, czy ma tego asa pik czy nie?

Scenka nr 3:

Idę ulicą. Okulary na nosie, torba na ramieniu, w ręku siatka z książkami, które właśnie kupiłam. Nagle słyszę dźwięk smsa. Grzebię w torbie i cud, panie cud, prawie od razu znajduję telefon. Wyciągam, ale żeby cokolwiek zobaczyć na ekranie, muszę zdjąć okulary. Torba, telefon, okulary w rękę, siatkę przekładam do drugiej, pojawia się chaos koordynacyjny, na komórkę zabrakło ręki, leci na ziemię, podnoszę, na szczęście ma pancerzyk ochronny, nic się nie stało. Uff! Ale już jestem poirytowana.

I tak co jakiś czas. To tylko trzy z tysięcy podobnych scenek, jakie przeżyłam lub których byłam świadkiem przez ostatnie dziesięć lat. Mrużenie oczu, wyciąganie ręki na metr od twarzy… I nie, nie robimy sobie „selfie”, tylko próbujemy coś zobaczyć lub odczytać w komórce! I ten taniec okularów w górę i w dół, jakie to irytujące! „Starość nie radość” albo „kurza ślepota” słyszę wtedy najczęściej… A tymczasem…

Na imię jej Prezbiopia

Zapoznając się z materiałami na temat kampanii, po raz pierwszy w życiu zobaczyłam tajemnicze słowo PREZBIOPIA.  No i cóż, okazało się, że to właśnie ta pani (cherchez la femme! [szukajcie kobiety] jak mówią Francuzi, kiedy szukają przyczyny jakiegoś problemu) jest odpowiedzialna za całe to wyciąganie ręki i mętny wzrok. Prezbiopia to naturalny proces zmian w oku postępujący w miarę upływu lat, pojawiający się już po 40-tce. Soczewka traci elastyczność i stąd nasze problemy. Na szczęście jest na to sposób. Najlepszym rozwiązaniem są soczewki progresywne, które umożliwiają dobre widzenie i z bliska i z daleka. I są dużo lepsze i praktyczniejsze niż zwykłe soczewki jednoogniskowe do bliży. Można udać się do jednego z ponad 2000 salonów optycznych w całej Polsce biorących udział w kampanii (najbliższy salon w Twojej okolicy znajdziesz na stronie www programu) i poddać się badaniu ostrości wzroku u specjalisty tj. okulisty lub optometrysty (tzw. badanie optometrystyczne). Tych słów też nie znałam, ale już sobie przyswoiłam sylabizując je codziennie podczas jogi twarzy. Lubię jak mogę łączyć kilka korzyści naraz: ćwiczę mięśnie opadającego owalu i uczę się nowych ważnych słów. Jestem zadowolona z nowej wiedzy. W ramach tej kampanii dowiedziałam się też między innymi, że oczy trzeba badać przynajmniej raz na rok. Nie miałam o tym pojęcia! Myślałam, że raz na 5 lat wystarczy.

Kłopoty ze wzrokiem pojawiają się po 40-tce i zakładam, że większość z Was ma już okulary do czytania. Ale czy nie warto sprawić sobie progresów, które nie tylko są zalecanym remedium na panią Prezbiopię, ale są też po prostu wygodne i praktyczne? Czy nadal chce Ci się ćwiczyć góra dół, góra, dół? Mnie nie. Ja wreszcie będę miała okulary, o jakich marzę od kilku lat.

Aha, i od dzisiaj nie mów „starość nie radość”. Teraz możesz zabłysnąć w towarzystwie słowem „Prezbiopia” i opowiedzieć o tej akcji.

Więcej informacji na stronie: www.czasnawzrok40+.pl i na Facebooku.

 

Share
Napisane przez Nierdzewna