WIOSNA PANI SIERŻANTOWO

Dzisiejsze hasło, parafraza tytułu popularnej komedii z czasów PRLu, nie jest przypadkowe. Bohater filmu, poczciwy komendant MO w małej miejscowości, jest służbistą. Rygorystycznie przestrzega regulaminów i przepisów, również w życiu. Nie korzysta z uciech, jak inni mieszkańcy, jest człowiekiem samotnym i „osobnym”. Dopiero młoda pracownica poczty wpływa na poluzowanie zasad przez surowego posterunkowego, a ja do dziś pamiętam jej zalotne: „Wiosna, panie sierżancie”. No właśnie, wiosna, czas ożywienia po zimowym zamrożeniu nastrojów, czas na nowe i czas na rozkwit. Także naszej dojrzałej kobiecości. Tymczasem mam wrażenie, że niektóre panie są dla siebie ciągle jak ten sierżant i nie pozwalają sobie na jakiekolwiek zmiany i odstępstwa od dotychczasowego regulaminu. „Za stara jestem”, „nie wypada”, „co ludzie pomyślą”, „trzeba oszczędzać, wspierać dzieci”, „na to trzeba mieć pieniądze” itd. A lata lecą. Może więc warto uśmiechnąć się zalotnie do siebie samej i powiedzieć: „Wiosna, pani sierżantowo”.

Mogę z pełną odpowiedzialnością napisać, że przez cztery lata, odkąd prowadzę bloga, w świecie kobiet 50plus wydarzyło się bardzo wiele. Wreszcie wychodzimy z cienia, ze strefy niewidzialności. Coraz więcej z nas chce teraz zadbać o własne potrzeby i robić coś, co sprawia, że życie jest ciekawsze i bogatsze. Coraz też częściej i głośniej mówimy światu: „Zobacz nas, jesteśmy! Nie chcemy być odstawiane na boczny tor. Chcemy gonić marzenia, pasje i tęsknoty, które gdzieś tam nam się zagubiły na dotychczasowej drodze.” I robimy to, na własnych zasadach, wolniej lub szybciej, z większymi lub mniejszymi sukcesami, ale robimy. Coraz więcej o nas artykułów w prasie, coraz więcej dojrzałych kobiet (50-latki, 60-latki, a nawet 70-tki) pojawia się w świecie mediów społecznościowych jako aktywne uczestniczki, czy to na Facebooku, Instagramie czy You Tubie. I również w życiu codziennym, widać coraz liczniejszą grupę pań, która śmiało sięga po możliwości i korzyści, jakie nam ten nasz piękny wiek oferuje.

Natomiast widzę też wyraźnie dość liczną grupę, którą nazwałam tutaj „sierżantowymi”.  To kobiety, które nie pozwalają sobie na poluzowanie, na przysłowiowe rozpuszczenie włosów i życiowy taniec. I nie mówię od razu o rock’and’rollu. Wystarczy walc, też pięknie. To kobiety, które na wszelkie słowa zachęty do tego, aby coś u siebie zmienić i otworzyć się na bardziej aktywne życie, zawsze znajdą jakieś wymówki. „Takie szaleństwa to tylko za młodu” – słyszę w aptece od pani na oko 60-letniej, kiedy mowa jest o gimnastyce na bolące stawy. „Naprawdę?” – zapytam unosząc brwi jak Mariusz Szczygieł w polsatowskim talk-show „Na każdy temat” sprzed 20 lat. Rozmawiałam kiedyś z pewną kobietą, która nie czuła się szczęśliwa w swojej skórze, ale torpedowała wszystkie moje sugestie z precyzją niemieckich łodzi podwodnych. A jak wiadomo, takie torpedy mogą rozwalić nawet najpotężniejsze okręty. Diety nie zmieni, bo kocha mięso, a warzywa błe, cukru nie ograniczy, bo jak to bez ciasteczka do kawusi (a miała sporą nadwagę), ruch? A co sąsiedzi powiedzą, jakby nagle wyszła z kijkami… To może na zajęcia do pobliskiego miasta? „Ale to trzeba dojeżdżać…” (15 km). Poddałam się. Jest takie powiedzenie: „Jak chcesz zmienić swoje życie, to zmień swoje życie.” Kropka.

Sierżantowe specjalizują się w negowaniu własnych możliwości. To panie, które w swojej filozofii życiowej skupiają się na takich słowach jak „nie mam” i „nie jestem”, w domyśle wystarczająco zamożna, sprawna, atrakcyjna, obrotna itp. Jak ja kocham komentarze typu „ale ona jest bogata i piękna”, „kto bogatemu zabroni”, „a co ja mam zrobić w mojej szarej rzeczywistości”? Psycholodzy i terapeuci od lat powtarzają, że zawsze jest jakieś „nie mam” i „nie jestem”, ale sztuka polega na tym, aby wykorzystać wszystkie „MAM” i „JESTEM”. A przede wszystkim „MOGĘ”. Ja od siebie dodam, że kluczowym słowem, które otwiera wszystkie drzwi jest przede wszystkim „CHCĘ”. CHCĘ coś zmienić w moim życiu i nie patrzę na to, czego nie mam, ale na to, jakie zasoby w mojej rzeczywistości mogę wykorzystać, aby te zmiany wprowadzić. Albo CO MOGĘ ZROBIĆ, aby takie możliwości stworzyć.

Sierżantowe mają tendencje do porównywania się i umniejszania swojego własnego potencjału. Często słyszę: „z twoją figurą” (to w domyśle można to i owo). Ale czy ktoś się zastanawia DLACZEGO ja mam taką figurę i wygląd? Co jem (przede wszystkim warzywa), a zwłaszcza, czego nie jem (słodyczy, żywności przetworzonej, białego pieczywa), jak często ćwiczę albo się ruszam itp. Zawsze jest druga strona medalu. Nie jest to też kwestia mniejszych możliwości, jakie niby oferuje życie w małej miejscowości. Wizyta w Białej Rawskiej (3 tys. mieszkańców) dobitnie mi to pokazała, a możesz o tym przeczytać TU.  Każdy boryka się z mniejszymi czy większymi wyzwaniami życiowymi. Mają je także członkinie klubu PROKOBIETA50PLUS z podwarszawskiego Józefowa, ale spotkania w kobiecym gronie i wspólne zajęcia daja im dużo radości, rozpraszają czarne myśli i zapewniają wsparcie, którego potrzebują. Prawie w każdej gminie są teraz ośrodki kultury, biblioteki czy inne placówki albo kluby, które oferują paletę różnych zajęć. Ofert w sieci jest bez liku, do wyboru do koloru. Niestety jak się okazuje, największym wyzwaniem może być podjęcie inicjatywy i wyjście z domu czy przede wszystkim ze świata swoich wymówek. Gderać jest o wiele łatwiej, prawda?

Obywatelko sierżantowo, nie rób się na szaro! Jeżdżę często komunikacją miejską i aż zęby bolą od nadmiaru szaroburości w autobusach i tramwajach. Jakby nie było innych kolorów w sklepach, a przecież są! Poszłam ostatnio w regały, żeby kupić sobie jakiś ciuch na wiosnę. Klasyczny babski sposób na dobre samopoczucie. Było sporo kobiet „w pewnym wieku”. Świetnie. Ale widzę, że większość pań staje przy wieszakach właśnie z czymś szarym, stonowanym, zachowawczym. NA WIOSNĘ. Gdzie tam żywe kolory czy kwiaty… Albo jakiś nowocześniejszy fason. A fuj!  Bo jeszcze się wyróżnię… i co ludzie powiedzą… Na szczęście była też kobieta 50+, korpulentna, ale z energią w oku. Oglądała w lustrze fantastyczną sukienkę, luźną, w kolorowe kwiaty na jasnoniebieskim tle, trochę w stylu boho. Szukała czegoś na imprezę. Bardzo to był udany wybór, kolory sprawiały, że wyglądała świetnie – świeżo i młodzieżowo. Kolory to nie grzech! Spróbuj, a przekonasz się, jak odmłodzisz i podkręcisz swój styl, a sama od razu poczujesz się lepiej. Nie wiesz jak? Zajrzyj na blogi modowe 50+, sporo też pism kobiecych zamieszcza stylizacje dla dojrzałych. W kolorach świat od razu wygląda inaczej!

„Życie jest po to, aby je przeżywać, a nie żeby siedzieć i na nie patrzeć”. Takie jest hasło mojego 71-letniego znajomego z północy Norwegii, z którym spędzałam w tym roku zimowe wakacje. To fakt, Egil jest bardzo witalny i aktywny. Sport, podróże, spotkania towarzyskie, wydarzenia kulturalne. Oczywiście, już słyszę, że zamożny Norweg ma inne możliwości. To prawda, ma, ale „przeżywanie życia” nie musi od razu oznaczać nie wiadomo jakich przygód i wyjazdów na koniec świata za wielkie pieniądze. Chodzi o to, aby w ogóle coś robić i cieszyć się życiem, a nie siedzieć i gnuśnieć w domu. Przykłady z naszej rodzimej łączki podałam powyżej. Bardzo inspiruje też 60-letnia Jola Rydkodym, która wędruje po Polsce i po świecie w ramach swoich skromnych funduszy i opisuje to na blogu i fanapage’u pod wielce wymownym tytułem”Kto chce szuka sposobu, czyli podróże bo babsku” – serdecznie polecam! Zresztą tak jak wspomniałam, coraz więcej jest blogów i profili na instagramie, które pokazują styl życia, ciekawe pasje czy hobby. Także miłe panie, Rzeczpospolita Babska 50+ rośnie w siłę! Panie sierżantowe, dołączycie?

Share
Napisane przez Nierdzewna